www.Rejtan.EU

Co roku, w kwietniu pojawia się kwestia związana z katastrofą samolotu TU-154 na "lotnisku" pod Smoleńskiem. Mija już dziesięć lat, a my nawet nie przybliżyliśmy się do poznania prawdy. I nie chodzi nawet o to, że wrak samolotu wciąż znajduje się na terenie Federacji Rosyjskiej, a śledztwa przeprowadzane raczej powiększyły ilość pytań bez odpowiedzi niż wyjaśniły jakiekolwiek wątpliwości. Swego czasu na swoim facebookowym profilu pisałem te słowa, ale pozwólcie, że napiszę je jeszcze raz, dla potomnych.

Aby wyjaśnić to co stało się w kwietniu 2010, trzeba wrócić się kilka miesięcy wcześniej. I sprawę wyjaśniania rozpocząć od osób, które zaangażowane były w przygotowanie tego lotu po stronie Polskiej. Wszak, lotu który ma status "Head" (czyli taki, gdzie na pokładzie są najważniejsze osoby w państwie, m.in. Prezydent RP, Marszałkowie Sejmu i Senatu RP, Premier RP, czy wręcz osoby zgłaszane drogą dyplomatyczną do urzędu obsługującego ministra właściwego do spraw zagranicznych, będące odpowiednikami osób o których mowa powyżej z państw obcych). Lot musi być odpowiednio przygotowany i zabezpieczony pod każdym względem.

Tak więc mamy dziesiątki jak nie setki osób w każdym resorcie, które brały udział w przygotowaniu tego lotu.

Tytułem wyjaśnienia tego wszystkiego - mały przykład.

Jeżeli Ty, drogi czytelniku chciałbyś zaprosić mnie na koncert, grzyby, polowanie czy wypad na grilla po prostu piszesz wiadomość email, SMS czy dzwonisz do mnie. Dogadujemy miejsce, termin i wszelkie szczegóły. W umówionym czasie i miejscu stawiamy się w wyznaczonym miejscu i następuje zaplanowana aktywność. Czyli przyjeżdżamy o 10 do lasu takiego i takiego, parkujemy samochody w bezpiecznym miejscu i idziemy zbierać grzyby. Lub uzgadniamy kto przynosi węgiel do grilla, kto przynosi kiełbaski i inne frykasy.

Problem pojawia się wtedy, gdy obaj jesteśmy urzędnikami wyższego szczebla. Dla przykładu - Ty - Generałem, a ja Ministrem. Wówczas nasza chęć wypadu na grzyby jest uwarunkowana naszym kalendarzem. My tak naprawdę nie dysponujemy swoim czasem, zarządzają nim nasi Asystenci. I to oni decydują o tym, czy ranga naszego spotkania jest na tyle ważna, aby przesunąć inne, zaplanowane już wydarzenia. Bo - przykładowo, ja mam czas tylko w soboty, a Ty w każdą sobotę masz zaplanowane wizyty w poszczególnych jednostkach wojskowych.

Każdy z naszych Asystentów po wykonaniu rozmowy spisuje (a przynajmniej powinien spisać) notatkę służbową - z kim rozmawiał, w jakiej sprawie i jakie są ustalenia tej rozmowy. Czyli pracownik mojego Sekretariatu rozmawiał z Twoim Adiutantem i ustalili, termin na przyszły czwartek, bo Ty nie możesz odwołać wizyty, ale moje spotkanie w tym dniu zostało odwołane przez zainteresowanego z powodu choroby.

Nie jestem Prawnikiem, ani Konstytucjonalistą. Wszystko podpowiada mi zdrowy rozsądek. I wkurza mnie to, co się w tej kwestii wyprawia. W jednej z firm w której kiedyś pracowałem po każdej rozmowie telefonicznej sporządzaliśmy takie maile i wysyłaliśmy je osobom które były "nade mną".

Kwiecień 2010 był czasem w którym nieoficjalnie trwała już kampania wyborcza do zaplanowanych na październik wyborów Prezydenckich. Do tego plebiscytu stanąć miało obok Lecha Kaczyńskiego kilkunastu Kandydatów (do dnia 9 kwietnia swoje kandydatury potwierdzili: Roman Włos, Tomasz Nałęcz, Tadeusz Cichocki, Jerzy Szmajdziński, Andrzej Olechowski, Kornel Morawiecki, Janusz Korwin-Mikke, Józef Franciszek Wójcik, Zdzisław Podkański, Paweł Pietrzyk, Waldemar Krynicki, Marek Jurek, Ludwik Dorn, Andrzej Lepper, Bronisław Komorowski, ówczesny Marszałek Sejmu). Można powiedzieć, że wyjazd Prezydenta był elementem tej kampanii. Zwłaszcza, że ówczesny Prezydent nie pojawił się na obchodach Zbrodni Katyńskiej we wcześniejszych latach wysyłając swojego przedstawiciela. Jednak nie mnie oceniać tą kwestię, wracamy do meritum.

W wiadomościach które obiegły Internet mowa była o tym, że do pomieszczeń zajmowanych przez osoby które zmarły tego dnia weszli funkcjonariusze Urzędów i zabezpieczali dokumenty. To jest kolejna sprawa do wyjaśnienia jednak wracamy do pierwotnych prób wyjaśnienia.

Jednak do wyjaśnienia przyczyny katastrofy do której doszło w Smoleńsku potrzeba było zabezpieczyć dokumenty we wszystkich Kancelariach osób, które zmarły w wyniku tej katastrofy. Zabezpieczyć dokumenty (notatki służbowe) i przesłuchać świadków, którzy brali udział w przygotowaniu wylotu do Smoleńska. Tego nie zrobiono. Nie wiem, czy po 10 latach notatki służbowe z roku 2009 czy 2010 są jeszcze fizycznie dostępne, czy zostały wcześniej zabezpieczone, czy ktoś wnosił o taką czynność oraz ewentualnie kto odmówił wydania notatek na poszczególnych szczeblach. Ale bez tego nie ma co nawet podchodzić do wyjaśnienia tej katastrofy.

Więc jeżeli ktoś chciałby dziś wyjaśnić przyczyny katastrofy do jakiej doszło pod Smoleńskiem w 2010 roku należy

  • zabezpieczyć dokumenty (notatki służbowe, maile) które mogą jeszcze istnieć z lat 2009-2010.
  • przesłuchać wszystkich żyjących pracowników instytucji z których pochodzili pasażerowie feralnego lotu, którzy mogli brać udział w koordynacji listy pasażerów.
  • zabezpieczyć dokumenty związane z czyszczeniem dokumentów z sejfów ofiar katastrofy (kto zlecił, ilość dokumentów, komu zostały przekazane).
  • wyjaśnić kto odpowiadał w danym resorcie za uzgodnienie listy pasażerów.
  • spróbować zrekonstruować przebieg wydarzeń od propozycji: "Lecimy na 70 rocznicę Katynia" do "Witamy Państwa na pokładzie rządowego samolotu.

Wtedy i tylko wtedy będziemy mieli pełen obraz tego, gdzie i na którym momencie został popełniony błąd i próbować wskazać ewentualnych winnych - chociażby zaniedbań. Jednak poważne podejście do tematu mogłoby wykazać, że wciąż żyjemy w państwie z tektury na trzcinowych fundamentach.

Na zakończenie tego tekstu chciałem oświadczyć, że nie mam żadnych schorzeń, czuję się nieźle i mam plany na przyszłość, tj planuję na emeryturze wyjechać w podróż dookoła świata.