konowalek.pl

Są rzeczy ważne, są rzeczy ważniejsze. Każdy z nas próbuje sobie je odpowiednio ułożyć w swoim życiu. Zauważam również pewne tendencje w internetowym światku.

Z poziomu ludzi rozumnych potrafiących zastanowić się nad sensem życia w oparciu o myślicieli starej czy nowej epoki zeszliśmy do poziomu "lajkujących kciukiem" naczelnych. Bez zastanowienia się po co, dlaczego i komu to potrzebne. Wiem, że 90% nie przeczyta dalej tego tekstu, więc zostawię tutaj tylko krótki wstęp. Więcej osób widząc na facebooku zdjęcie kotka kliknęłoby w link, zobaczymy czy ktoś w taki kliknie... i przeczyta do końca.

Trochę autopromocji na początek.

Od momentu w którym pojawiłem się na scenie politycznej minęło już blisko 10 lat, a było to jesienią 2007. Ale nie jest tak, że Jarek zabłysnął nagle i wcześniej nikt o nim nie słyszał. Gdzieś już wspomniałem, że pierwsze przebłyski świadomości politycznej pojawiły się u mnie w wieku 17-18 lat, a więc blisko 20 lat temu. Słynne spotkanie z Polonią w Panna Maria, TX ówczesnego Premiera J. Buzka i kłamstwa które później przekazało radio akredytowane. Na 3 pytania jedno było ważne - o przyszłość Stoczni Gdańskiej. Poszły w przekazie dwa pytania z ... a to o Stoczni zostało przypadkiem pominięte. Choć było w środku. W tych czasach zacząłem również mocno słuchać i rozumieć słowa pisane/śpiewane przez Jacka Kaczmarskiego. W tamtym czasie na topie miałem płytę z "Portretem zbiorowym" w którym mocno brzmiały słowa: "każdy z nas o każdym wie zbyt dużo, byśmy skłócić mogli się bezkarnie". I to jest genialne podsumowanie ostatnich 20, 30 a nawet 50 lat w polityce.

Przez pierwszych dziesięć lat szukałem niszy dla siebie. I znaleźć nie mogłem. Wiedziałem tylko, że to co powstało w Magdalence i później się przepoczwarzało zmieniając nazwy i barwy nie nadaje się do działania dla uczciwych ludzi. Tak po prostu. Na mojej drodze znalazło się w pewnym momencie nawet Narodowe Odrodzenie Polski, najdłużej działająca w powojennej Polsce organizacja, w którym spędziłem w sumie kilka lat. I się wcale tego nie wstydzę. Później po powrocie do Lublina szukałem niszy dla siebie. Nie należałem ani do ONR ani do Młodzieży Wszechpolskiej mimo prywatnej znajomości z ówczesnymi liderami tych organizacji na Lubelszczyźnie (swego czasu grałem nawet na ślubie ówczesnego szefa MW). Potrafiliśmy działać równolegle, ale w kluczowych sprawach - wspólnie.

W momencie gdy po sukcesach Marszu Niepodległości zrodził się Ruch Narodowy - przystąpiłem do niego, uczestnicząc nawet w pracach i spotkaniach Zarządu Lubelskiego (mimo formalnego braku przynależności do Stowarzyszenia). Brałem czynny udział w kampanii Prezydenckiej Mariana Kowalskiego jako chyba najaktywniejszy człowiek sztabu z ramienia RN. Po wyborach prezydenckich w 2015 doszło do rozłamu w Ruchu Narodowym, związanymi z wyborami parlamentarnymi. Wraz z kilkoma kolegami z całej Polski - z którymi uważaliśmy, że RN jako taki został pozbawiony startu w wyborach pod własnym sztandarem w większej reprezentacji; w wyniku niefortunnych decyzji - założyliśmy nową formację o nazwie "Narodowcy RP", na której lidera powołaliśmy niedawnego kandydata na Prezydenta - Mariana Kowalskiego. Projekt jako taki ruszył po wyborach Parlamentarnych w których startowałem z listy ówczesnej Partii Korwin (zdobywając drugi wynik z trzeciego miejsca, ponad 2.400 głosów). Do maja 2016 projekt NRP rozwijał się z moim udziałem, ale z uwagi na zmieniającego się kol. Mariana opuściłem na blisko pół roku szeregi NRP w czerwcu 2016. W trzy miesiące po mnie projekt opuścił kol. Marian nie mogąc znieść krytyki jaka wylewała się od sympatyków, widzących dysonans między tym co mówią liderzy, a tym co robi Prezes.

Dziś sytuacja na prawej stronie jest zła, ale nie tragiczna.

Powoli dochodzimy do sytuacji w której przeciętny uczciwy wyborca zaczyna dostawać oczopląsu w mnogości formacji oraz ich (nie boję się tego słowa użyć) egzotyce. Większość Polaków, mimo, że myśli (do nas) podobnie, nie jest przygotowanych na radykalne postulaty antyimigranckie jakie niesie ze sobą RN/ONR/MW/NRP czy postulaty liberalizmu gospodarczego jakie prezentują członkowie i sympatycy organizacji post-Korwinowych (Wolność/KNP/UPR/etc). Przeciętny (uczciwy) Polak potrzebuje czegoś, co będzie bardziej zjadliwe od Prawa i Sprawiedliwości, nie będzie miało negatywnych konotacji medialnych i - nie oszukujmy się - będzie czymś co ludzie będą słyszeć w Kościele.

Ktoś kto wymyślił nazwę "Prawo i Sprawiedliwość" był geniuszem i gdy dowiem się kiedyś kto stoi za samą nazwą tej partii pojadę z koszem czekoladek. Nazwa jest prosta, kojarząca się pozytywnie (bo jak tu nie kochać ludzi prawych, sprawiedliwych) i w dodatku kilkanaście razy w roku pada z ambony zupełnie za darmo - i to w jakim zestawieniu: "( Bo słowo Pana jest prawe, a każde Jego dzieło niezawodne. On miłuje prawo i sprawiedliwość: ziemia jest pełna łaskawości Pańskiej - Psalm 33). I właśnie takiego "Prawa i Sprawiedliwości" potrzebuje prawa strona. I swego czasu znalazłem jeszcze jedną nazwę, która jest do zaakceptowania przez wszystkich uczstników prawej strony - zarówno wierzących w Trójjedynego Boga jak i niewierzących bądź wiznających Religie Naturalne. Ale wszyscy z pewnością docenią wagę tej nazwy.

Jak mówiłem, tekst jest dla wytrwałych.

I znowu z pomocą przychodzi Księga Psalmów, gdzie w Psalmie 118 czytamy: "Prawica Pańska wysoko wzniesiona, Prawica Pańska moc okazała". Jeżeli jeszcze dodać, że ten Psalm śpiewany jest podczas Świąt Zmartwychwstania Pańskiego - wówczas wychodzi na to, że Pan Jarek znowu znalazł złoty środek. Teraz zostaje tylko doprowadzić do zjednoczenia pod tym szyldem (na czas wyborów samorządowcyh, parlamentarnych czy europarlamentarnych) całą prawicę, bez powoływania osobnego tworu politycznego; a do czasu wyborów współpracować ze sobą na ulicy, aby późnij sprzeczać się na głosowaniach we władzy każdego szczebla.