www.Rejtan.EU

Cześć wszystkim.

Na fejsbuku jestem aktywny, ale od ponad dwóch lat niewiele wstawiałem na ten profil. A w międzyczasie trochę się pozmieniało. Można powiedzieć - cytując klasyka - wykonałem zwrot o 360 stopni. Ale na serio. Trochę się pozmieniało.

W grudniu 2018 ukończyłem zdobywanie uprawnień na auta ciężarowe i od stycznia 2019 przemierzam drogi i bezdroża wielotonowym zestawem. Po miesiącu pracy na kontynencie wyemigrowałem do Wielkiej Brytanii i spędziłem tam rok, pracując jako kierowca 44 tonowego zestawu. Na początku marca w związku z nasileniem epidemii koronawirusa w Europie wróciłem do Ojczyzny i przez ostatnie 3 tygodnie siedzę na rzyci mając nadzieję, że wszystko się w miarę uspokoi i będę mógł wrócić na Wyspy. Choć nad tym coraz bardziej się zastanawiam.

Siedząc w domu postanowiłem, że na powrót zajmę się pisaniem tego bloga, dzieląc się z Wami moimi przemyśleniami z tego wszystkiego co się działo, dzieje.

Różnica pracy między firmą jeżdżącą po całej Europie, a firmą która nie opuszcza Wysp jest ogromna. Na wyspach - mimo wszystko - jest spokojniej; tj nie ma aż takiej gonitwy. Denerwuje mnie - długodystansowca - długość tras, gdyż większość z nich mieści się w dwóch, góra trzech godzinach jazdy między punktem załadunku a rozładunku. 200 kilometrów to już trasa z której trzeba się cieszyć. Szczerze powiedziawszy, to z nostalgią wspominałem czasy, gdy po telefonie do firmy (w Polsce) z informacją: "Załadowałem, ruszam" kontaktowałem się ze Spedytorem po dwóch, trzech dniach z informacją: "rozładowałem". Druga sprawa to większa zmienność. Na zestawie który widać powyżej miałem jeden ciągnik siodłowy, do którego była przypisana jedna naczepa. W UK potrafiłem w ciągu dnia ciągnąć i 4 różne naczepy. Chłodnie, plandeki, silosy, samodzielnie wykonując tzw. "przepinkę". Z początku zajmowało to "ustawowe" 30 minut, z biegiem czasu doszedłem do wprawy, i zmienienie naczepy nie trwało dłużej niż 10 minut (nie licząc obowiązkowego przeglądu nowo podłączonej naczepy, co zajmowało zwykle 20 minut). Co denerwowało to (przynajmniej w firmie w której pracowałem) to wieczne problemy z pasami: a to za mało, a to zostały z ładunkiem i trzeba było chodzić po naczepach i szukać nowych, tak, aby nie znaleźć się z ręką w nocniku.

Kolejną kwestią która na samym początku była dla mnie dziwna była wysokość "składu" (czyli zestawu ciągnik siodłowy i naczepa). W Europie przyjęte jest, że taki zestaw nie może przekroczyć 4 metrów wysokości. Na wyspach jest inaczej. W mojej firmie regułą były naczepy o wysokości około 4.2-4.4m. Ale zdarzały się na drodze zestawy które miały i 5m wysokości; często były to naczepy posiadające więcej niż jeden poziom. Jednak, do wszystkiego można się przyzwyczaić, dlatego również i do tego się człowiek przyzwyczaił (na zdjęciu obok "standardowa" naczepa z Europy oraz przykładowa naczepa z UK).

Nie miałem problemu z jazdą po "innej" stronie jezdni i szybko się wprawiłem w jazdę po lewej. I z perspektywy czasu uważam ją za bardziej "naturalną". A jeździłem prywatnie po Anglii moim wiernym, niezawodnym Berlingo z 2002 roku, z przebiegiem do którego się przyznaje sam samochód bliskim 300 tysiącom kilometrów (oczywiście z kierownicą po lewej, "naszej" stronie). Do pełni brakuje mi tylko doświadczenia w jeździe "anglikiem" po Europie, ale i to się pewnie niedługo nadgoni.

Ponieważ byłem tzw. "tramperem" (czyli kierowcą śpiącym w aucie) miałem jeden przypisany do siebie samochód, który w weekend odpoczywał lub przechodził serwis i naprawy. Pozostałe samochody z mojego oddziału miały kierowców "dziennych" i "nocnych". I powiedzmy sobie to szczerze: Anglicy nie są narodem, który przywiązuje zbyt dużą wagę do czystości. W ciężarówkach często panował brud, smród, ponieważ ludzie ci przychodzili odbębnić swoją ilość godzin, po czym wracali do swoich domów. A jak komuś przeszkadzał brud, mógł zawsze sobie posprzątać. Tylko nie miało to zbytniego sensu, ponieważ następnego dnia sytuację trzeba było powtórzyć. Inaczej sprawa wyglądała w autach "tramperów" (w tym i moim). Buty w których chodziłem na zewnątrz nigdy nie lądowały we wnętrzu auta, po kabinie poruszałem się w skarpetkach, a jeździłem w odpowiednich ciapach. Nie wyobrażam sobie, aby spędzić 9 czy 12 godzin dziennie w roboczych butach, a później pójść spać. Więc buty lądowały na schodku.

Jednak, pomimo życia na obczyźnie nie zrezygnowałem z tego, co robiłem w Polsce. Więc jeżeli tylko była okazja, brałem udział w wydarzeniach związanych z ważnymi dla nas, Polaków datami jako zwykły uczestnik, lub organizator. Tak było m.in. 15 grudnia 2019, czyli w "okolicy" kolejnej rocznicy wprowadzenia w Polsce Stanu Wojennego. W wiosce w której mieszkałem zorganizowałem koncert, który został przeze mnie zarejestrowany. Mimo niewielkiej frekwencji (w sumie 6 osób) uważałem, że musi się on odbyć. Poniżej zapis koncertu

 Do następnego razu.